Przyjmować siebie i innych…

   Kiedyś jedna osoba powiedziała mi, żebym „nauczyła się przyjmować ludzi takim jakimi są”. Bardzo spodobało mi się to zdanie. Mam tendencje do wysokich oczekiwań wobec innych ludzi, czasem nieadekwatnych do sytuacji i ich możliwości. Jako prawdziwa kobieta z krwi i kości -  z żebra Adama, często wydaję mi się, że ktoś się domyśli co akurat wydarzyło się w mojej duszy i jaki to ma na mnie zazwyczaj negatywny wpływ. Ten Ktoś to mój mąż, przyjaciel, szef, koleżanka z pracy, siostra, brat….właściwie „KTOSiem” może zostać każdy..

Na podstawie rozmów z innymi ludźmi oraz zaglądania wgłąb samej siebie, śmiem twierdzić, że łatwo jest nam wydawać opinie i oceny na temat zachowań innych osób. Patrzymy przez własne kryterium postępowania i jeśli coś wychodzi poza jego schemat chociaż milimetr, to możemy i pozwalamy sobie na wydanie tak zwanych osądów: ” ta osoba jest nieodpowiedzialna”, ” jej zachowanie jest dziwne”, „nie powinna tak postąpić”,”oni na nic nie mają czasu”, ” ona zwariowała, nie chodzi do kościoła”, „ładnie nas załatwiła”. Przytoczone zdania są prawdziwe, choć lekko zmodyfikowane przez moją czasem niedomagająca pamięć. W oderwaniu od konkretnych sytuacji brzmią może zbyt ogólnikowo, ale nie o to mi chodzi, by zdradzać Wam teraz pikantne szczegóły z mojego prywatnego życia. Wystarczająco dużo cieni kryję się bowiem w bytowaniu każdego z Was.

Od niedawna uczę się aktywnie słuchać, przede wszystkim dzieci. Moją rolą wtedy nie jest ocenianie tego co dana osoba chce mi przekazać. Muszę też powstrzymać się od dawania porad i mówienia o tym, co ja czuję, kiedy słyszę o konkretnym problemie. To, co mogę natomiast robić i co powinno pomóc, to próby nazywania stanów, które towarzyszą danej osobie. Na przykład” wydaję się, że jesteś smutny”, „wygląda na to, że to bardzo trudne doświadczenie dla ciebie”,”sprawiło ci to radość”, „nie chciałeś, żeby on tak postąpił” itp. Jeśli trafnie nazwiemy stan konkretnej jednostki, być może nam to potwierdzi, jeśli nie – zaprzeczy, jednakże takie komunikaty umożliwiają dalszą wypowiedź danej osobie. To wspólna podróż, w której ty jesteś towarzyszem dla drugiej osoby, by mogła samą siebie zrozumieć. Nie zadawaj jej pytań, bo zgubi wątek swojej wypowiedzi, nie wymądrzaj się, nie dawaj porad. To wszystko o czym piszę dotyczy tylko i wyłącznie sytuacji, w której ktoś opowiada nam o swoim problemie, jest w trudnej sytuacji. Jasne, że w innych sytuacjach,bezproblemowych postąpimy inaczej. Możemy coś poradzić i zadać pytanie, jeśli tego dana osoba pragnie.

Wracając do głównego wątku, uczę się przede wszystkim zrozumieć ludzi i przyjmować ich takimi jakimi są.  Powyżej opisywany schemat komunikacji pomaga mi w tym. Jest to tak zwane „Porozumienie bez barier” Gordona, opisane bardzo ogólnikowe tutaj przeze mnie. W związku z tym polecam wziąć udział w warsztatach – bardzo ciekawe treści i praktyczne narzędzia do wykorzystania, teoria plus ćwiczenia.

Wracając do wydawania opinii, czasem jest tak, że sami usłyszymy jakąś na swój temat. A to boli. Pewna mądra osoba uważa, zadaję sobie w takich sytuacjach pytanie: ” Czy to ja teraz zbieram, to co kiedyś zasiałem? Czy ta osoba własnie sieje?”.  I słusznie.

Moja koleżanka użalała się kiedyś nad tym, jak to została skrytykowana: „bo za głośno mówi”, „bo źle się ubrała”. Bardzo ją to dotknęło. Wcześniej, przed tym incydentem usłyszałam od niej opinie na temat pewnej osoby, porównała ją do kogoś, kto nie cieszył się dobrą sławą i wyglądał odstraszająco, a przy tym głośno się zaśmiała. Nic wtedy nie powiedziałam, milczałam, mając nadzieję, że wyciągnie z tego właściwe wnioski. Zasiane ziarno zawsze wzejdzie…Ileż to razy ja wydałam niesłuszną opinię na temat innej osoby?

A więc” :Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci  kamień…”

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Pustynna mentalność

„Nie zamartwiajcie się niczym i nie troszczcie się o nic,ale w każdej sytuacji przypominajcie nieustannie Bogu poprzez modlitwę i prośbę z dziękczynieniem,czego oczekujecie”List do Filipian 4,6
Czytam ostanio książkę „Bitwa o umysł” Joyce Meyer. Przeleżała ona trochę miesięcy na półce zanim po nią sięgnęłam. Czuję,że teraz jest najlepszy czas na to,aby miała ona wpłwy na moje życie,począwszy od zmiany mojego myślenia,skończywszy na czynach i postawach,jakie przyjmuje. Odkrywam,że naprawdę nie muszę przyjmować wszystkich myśli,ktore tłoczą się w mojej głowie i zatruwają mi radość. Do tej pory pozwalam na swobodny przepływ przez mój umysł wszystkiego,co tylko miało ochotę się do niego dostać- negatywne wyobrażenia na temat siebie i innych;przesadne analizowanie każdego swojego postępowania,doszukiwanie się błędów we wdrożonym nowyn systemie pracy; brak wiary w siebie; poddawanie w wątpliwość tego,że Bóg i inni ludzie pragną dla mnie dobra…
Joyce na własnym przykładzie,na który składają się jej sukcesy i porażki,uczy jak oddać wszystko Bogu i bezgranicznie mu zaufać. Cytat,który przytoczyłam na wstępie jest kwintesencją jej osobistych rożważań. Wyraża go też swoimi słowami: nie zrzędź,nie szukaj winy u innych; nie troszcz się,módl się i dziękuj”.Autorka częto przytacza fragment z Pisma Świętego o tym,jak Izraelici szli do Ziemi Obiecanej. Drogę,którą oni pokonali w czterdzieści lat,pokonać można przez jedenaście dni! Ta informacja bardzo mnie zaskoczyła.Joeyce wyjaśnia to następująco,Izraelici mieli pustynną mentalność,nie byli wdzięcznie,narzekali,sami dla siebie stanowili problem.Oni bez przerwy patrzyli i mówili o tym,jak wygląda ich sytuacja. Nie potrafili skupić swojego wzroku na miejscu do,którego podążali. Bóg pragnął,żeby przestali myśleć o kraju,który opuścili i nie koncentrowali się na trudnościach,jakie ich spotykały. Przyjęli oni postawę porażki,która była konsekwencją ich negatywnego myślenia.
Bardzo porusza mnie ten fragment,utożsamiam się z Izraelitami..Tak wiele dobra w życiu już mnie od Boga spotkało,ale gdy tylko pojawiały się problemy,odwracałam się od Boga. Mam tendencje do narzekania i bycia niezadowoloną ze swojego życia,skarżenia się,gdy mi trudno,mówieni o wadach dzieci w pracy – tutaj ostatnio z miłością upomniała mnie moja koleżanka,za co jestem jej ogromnie wdzięczna. Teraz uczę się skupiać na pozytywnych cechach moich podopiecznych i mam więcej powodów do wzruszeń…Na przykład,gdy wchodzę nieżauważona do klasy pochłoniętej już „pracą”, a przychodzi chłopiec,by powiedzieć mi :” dzień dobry pani Krysiu”,kiedy czteroletnia Małgosia rzuca mi się na szyję na powitanie i pożegnanie; kiedy pięcioletnia Róża mówi,że panie są dla niej najważniejsze; a chłopiec z trudnościami wychowawczymi maluje tylkoe dla mnie obrazek w domu,choć nigdy bezpośrednio nie potrafił okazać mi tego,że mnie lubi..
Te piękne chwile,gdy nie posiadam pustynnej mentalności,sprawiają,że widzę więcej i jestem bardzo wdzięczna przyjaciółce,która przyrzekła być”natrętna” w modlitwie do Pana,dopóki nie nie spełni jej prośby względem mnie – a mojego wielkiego pragnienia…Dziękuję koleżance w pracy,która mnie wysłuchała i trafnie nazwała mój stan emocjonalny,co przyniosło ulgę i zrozumienie. Dziękuję Bogu,kiedy biegam,uwielbiam go w wysiłku,który podejmuję,za to,że mam sprawne nogi..wczoraj bięgnąc i sapiąc ze zmęczenia wypowiadałam słowa uwielbienia. Dziękuję za mojego męża,który wzrusza mnie np.tym,że modli się za mnie,gdy ja jeszcze słodko śpię…

I na koniec przytoczę słowa autorki :” zapamiętaj,że jeżeli pragniesz zobaczyć w swoim życiu jakieś pozytywne zmiany,twoje myśli i słowa muszą być wolne od narzekania”

Zatem dziękujmy i razem się do tego motywujmy,dzieląc się tym,co dobre i pozytywne.Porzućmy pustynną mentalność!

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Uwolnić serce…

 Przytoczony poniżej fragment pochodzi z książki „Uwolnić serce” R. Callahan,R. McDonnell:  ”współuzależniony dorosły, który dorastał w rodzinie dysfunkcyjnej, gdzie granice albo zachodziły na siebie i stapiały się ze sobą, albo rodziły dystans i stawały się źródłem obrony, musi zgadywać jak wyglądają prawidłowe relacje. To, kiedy powiedzieć  tak, a kiedy nie w odniesieniu do własnych potrzeb i potrzeb innych ludzi, staje się dla tłamszącego siebie dorosłego źródłem bolesnych pytań. Czasami osoba taka daje siebie innym tak długo, aż opadnie z sił. Tylko choroba pozwala jej odpowiedzieć odmownie na prośby o czas, uwagę, pieniądze, wysłuchanie i przywileje”

Powróciłam do fragmentów tej książki dziś po kilku latach. Poruszyła mnie na nowo z taką samą mocą jak kiedyś. Jest mądrze napisana zarówno od strony naukowej jak i duchowej.

Niedawno wróciłam ze świąt Wielkanocy. Przeżywałam je razem z rodziną. Lubię, kiedy wszyscy jesteśmy razem z rodzicami i moim licznym rodzeństwem, które ma już swoje własne dzieci.  Jest wtedy głośno, wesoło. Każdy z nas ma inne wartości i poglądy, ale staramy się szanować wzajemnie i znaleźć choć nić wspólnych zainteresowań. I tak na przykład graliśmy trzy godziny w „Chińczyka”, pod koniec gry już specjalnie nie zbijaliśmy pionków najmłodszej pięcioletniej uczestniczki gry, żeby móc przerwać grę, która przypominała niekończącą się opowieść  ;-) Gry planszowe wyzwalają dużo emocji, radości, pozwalają na wspólne przebywanie ze sobą, a przede wszystkim są świetną alternatywą dla bycia ciągle „on line”. Dla mnie tak właśnie wyglądają prawdziwe relacje…i cieszę się, że nas jeszcze na to stać, że potrafimy ze sobą przebywać, a nie tylko udawać, że jesteśmy obecni, podczas, gdy pochłania nas sieć komórkowa lub internetowa…

Kiedy powiedzieć tak, a kiedy nie…jak postawić granice innej osobie? Dla mnie nadal jeszcze stanowi to wyzwanie, ale zdecydowanie częściej jestem w stanie „obronić siebie”, nie zgadzam się już na wszystko. Kiedy zachowanie mojej koleżanki z pracy  jest dla mnie trudne, mówię jej o tym. Nazywam swoje uczucia, które się we mnie rodzą pod wpływem tego, co robi. Czasem trochę „noszę” w sobie to, co chce powiedzieć, ale w końcu się decyduję wyjawić skrywaną tajemnicę i odczuwam wielką ulgę. W podobny sposób prowadzę coraz częściej  dialogi z moim mężem, potrafimy rozmawiać otwarcie i z szacunkiem do siebie samych o tym, co nas nawzajem irytuje.

Jednakże nadal trudno postawić mi granice moim rodzicom. Kiedy przebywam z nimi, wchodzę w rolę dziecka, zapominam, że nie jestem już „małą dziewczynką”, która musi być posłuszna we wszystkim. Gdy tata po raz kolejny rozkazującym tonem zwraca się do mnie, wykonuje jego żądanie. Brakuję mi w  jego wypowiedzi słowa „proszę”, albo trybu pytającego: „czy mogłabyś?”. Jego sposób przekazu sprawia, że wszystko, co jest we mnie zapiera się nogami i rękoma i mam ochotę, odburknąć „sam sobie to zrób!”, a jednak spełniam jego „prośbę”. Zakładam, że nikt mu nigdy nie uświadomił, że sposób, w jaki traktuje innych ludzi, nie jest dobry, więc i wymagań za dużych wobec niego nie powinnam mieć. Chciałabym się nauczyć stawiać mu granice i delikatnie,aczkolwiek stanowczo pokazać, jak mógłby komunikować się z najbliższymi…

Z mamą jest z  kolei tak, że często „wylewa” na mnie wszystkie swoje frustracje, smutki. Obarcza mnie trudem, którego sama nie jest w stanie udźwignąć, ja też upadam pod ciężarem tego, o czym mi opowiada…nie tylko dowiaduję się o tragediach rodzinnych, nagannym postępowaniu innych osób, ale też i całym „złu”, które ostatnio wydarzyło się na świecie. Jako grzeczna i poukładana córka wysłuchuje jej, bo nie mam odwagi powiedzieć” „mamo, ja ciebie bardzo kocham, ale nie mam już siły słuchać tylko trudnych rzeczy!”. Boję się, że ona spadnie na podłogę jak szklany wazon i rozbiję się o nią na miliardy małych kawałeczków i już nigdy nie pozbiera się w całość. A jednak może warto czasem coś zburzyć, niż dawać ciągle siebie, kiedy czujesz, że już tam nie przebywasz? Bo inaczej po raz kolejny wyjeżdżasz z domu rodzinnego i uświadamiasz sobie, że opadasz z sił, bo zapomniałeś o swoich potrzebach.

Dlatego, kiedy z mężem jesteśmy u moich rodziców lubimy budować prawidłowe relacje, przywozimy różne gry, zachęcamy domowników do grania. Tata nie bierze w tym udziału, ale mama tak i staje się zupełnie inną, pozytywnie nastawioną do życia osobą..choć na chwilę…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

wysokie góry uczuć

kobieta o niskiej temperaturze ciała

pływająca w lodowatej wodzie

zbliżająca się do niebezpiecznych

krawędzi wysokich gór

własnych emocji

 

lata jak ptak pomiędzy nimi

unosząc się za pomocą

skrzydeł niewidzialnej łaski

 

roztapiają się na jej twarzy krople lodu

ukazując wewnętrzne ciepło

umiejętnie wciska je z powrotem pod powieki

zachowując pozory

 

wszystko po to, by nie pokazać słabości

ludziom niedoskonałym jak ona sama

chce być perfekcyjna dla świata

 

bo tak się nauczyła

chować pomost uczuć

łączących ją z innymi

by  nie usłyszeć: „znowu beczysz?”

 

wspina się na szczyt o nazwie

„silna wrażliwość”,

razem z nim spada ,

roztrzaskując się o inne skały

 

ratują ją rozpięte

ramiona Miłości

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

List do śp. Cioci

Droga Ciociu,

Zapach ciepłych drożdżówek

Które często stały na Twoim stole

Zaprasza mnie do wspomnień

O wspólnych spacerach

O rozmowach telefonicznych

O Twoich opowieściach:

- tych wesołych-  gdy uciekałaś przez okno przed chłopakiem

- i tych strasznych – o duchach

Pamiętam, że lubiłam Ciebie słuchać

I przebywać w Twojej obecności,

Miałaś w sobie dużo pozytywnej energii i uśmiechu na twarzy

I niepowtarzalne poczucie humoru.

Nie pozwolę Ciebie uśmiercić w moim sercu.

Spoczywaj w pokoju.

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Mój świat

z muszlą na grzbiecie
czołgam się powoli
lecz uważnie
z obawy, że ktoś mnie rozdepcze

deszcze często padają
jest ślisko,a ciężar mojego
domu mnie przytłacza

chodzę z nim wszędzie,
a na wypadek zagrożenia
szybko się chowam

i choć ta muszla jest krucha,
kryje w sobie wiele tajemnic,
których możesz nigdy nie poznać

paradoksalnie,niekiedy tylko tu

odnajduję bezpieczeństwo
znajome schematy, utrwalone wzorce postępowania
nawet jeśli błędne
dają poczucia zrozumienia

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

jesienny taniec

z depresyjnych drzew
otoczonych koroną serca
spadają liście nadziei

mały obcas ładnych kozaczków
zgniata kolorową lecz kruchą strukturę
marzeń, ambicji, planów..

jesień panoszy się w duszy
nalewa smutek do kieliszka
i zachęca, by się nim upić
jak młodym winem…

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

z dedykacją dla Ciebie

W momentach, kiedy potrzebuję Ciebie najbardziej, udaję, że jestem nadzwyczaj silna.

Im bliżej Ciebie chce być, tym mocnej się od Ciebie oddalam, zachowując bezpieczny dystans.

Gdy moje pragnienie zobaczenia się z Tobą jest największe, właśnie wtedy odmawiam sobie przyjemności spotkania Ciebie.

Jak to wszystko jest możliwe? Dlaczego wybieram wbrew temu, co czuje moje serce? Czemu nie potrafię sobie pozwolić na bycie słabą, na to byś zaspokoił moją potrzebę bliskości, czułości?

Boję się, że to wszystko jest zbyt piękne, że kiedyś wyczerpie się Twój limit dla mnie, skończy się pakiet…ileż razy mogę mieć gorsze dni, skąd masz wciąż czerpać cierpliwość dla mnie?

Czuję się zagubiona we własnym świecie…i choć bardzo potrzebuję uchwycić choć palec Twojej dłoni, to  nawet tego teraz nie potrafię.

Nie rozumiem siebie, zalewają mnie fale ambiwalentnych uczuć. Czuję, że znowu spadam na dno, a przecież nie umiem pływać.

Rzuć mi koło ratunkowe, walcz o mnie wtedy, gdy sama nie potrafię.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Mrówka i huragan

Huragan zniechęcenia wtargnął w moje życie. Zajmuję każdy ważny dla mnie obszar, pochłania mnie bez reszty. Czuję się bezsilna wobec tego żywiołu i nawet już nie szukam schronu.

Wydawało mi się, że wiem, czego chce . Miałam nadzieję, że będę żyła pasją. Starałam się przez kilka lat, ale nikt tego nie doceniał,a  bynajmniej nie w taki sposób, jakbym tego pragnęła.

Myślałam, że jestem osobą kreatywną, że mam potencjał. Jednakże szary człowiek ze mnie, jedna mała mrówka, niewidoczna na tle innych, nie wyróżniająca się.

Mrówka, która na obecną chwilę się poddała…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Kwiat

Kwiat w ogrodzie, jedyny w swoim rodzaju, wyróźnia się na tle pozostałych…
Blask, który od niego bije, oślepia. Każdy pragnie patrzeć na ten cudowny okaz,
zachwycać się jego pięknem. Zapach, który się unosi od niego, wabi, kusi, paraliżuję.
Chcesz dotknąć płatków, nasycić swoje nozdrza wonią, jakia unosi się z jego wnętrza.
Zachęca ciebie, byś go zerwał, zasmakował się w jego obecności. Po jakimś czasie stajesz się niewolnikiem
jego uroku, tak, jak pozostali. Skupiasz się wyłącznie na nim, nie dostrzegając innych kwiatów,..nie masz ochoty odkrywać ich piękna,
przyjrzeć się im, dlaczego nie dasz im szansy rozkwitnąć?
Uwielbiasz i adorujesz swój Kwiat, który i tak nigdy do ciebie należeć nie będzie…Człowieku, kiedy w końcu odzyskasz wzrok?
Być może ci nie dorównuje Różo Przepiękna, Kwiecie Doskonały, który też masz kolce…
Być może nie oślpiam swoim blaskiem…
Jestem tylko marnym polnym kwiatkiem, pełnym prostoty, rosnącym wsród trawy, niezauważalnym.
Kiedyś człowieku, gdy samotność zmusi cie do spaceru, możesz przez nieuwagę mnie zdeptać albo dostrzec wdzięk,
rzokosznej, zwykłej roślinki, która podlewana odrobiną czułości, może stać się twoją różą. Pozwól mi na to, nie chce zwiędnąć…

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz